Opisał cały incydent i czekał.

woją willę, zresztą wątpiła, czy teraz potrafiłaby tam żyć, pośród wspomnień złudnej szczęśliwości. A jednak ma szansę wrócić, trzymając głowę wysoko, wsparta na ramieniu przystojniaka, który chciał ją poślubić.

Zuzanna pomyślała o ohydnej zawartości skrytki pod podłogą, niemal
- Właśnie o tym myślałem.
- O co ci chodzi?
Goście wokół nich rozmawiali i śmiali się, siedziały razem całe rodziny, co Jodie zauważyła z odrobiną zazdrości. Jej jedyną rodziną byli David i Andrea, a chociaż dobrze się z nimi czuła, była od nich dziewięć lat młodsza. David był już żonaty, kiedy zginęli jej rodzice, a jego ojciec, czyli brat jej ojca, z żoną mieszkali w Kanadzie.
ręcznik?
dnia był pod wrażeniem, gdy Shey wyniosła potrzebującym
- Owszem, ale ty jesteś zdolna i ciężko pracowałaś.
przyjemny, lekko śpiewny akcent. - To znaczy, oczywiście,
Powinieneś czym prędzej zwrócić ją do księgarni. To zbyt
Tannera, szybko ustąpiło. Książę popatrzył na Shey wyniośle.
- I dobrze, bo dla mnie jest świetną przyjaciółką.
Tłum odpowiedział zgodnym pomrukiem i po chwili
- Jesteś najbardziej wnerwiającym facetem, jakiego w życiu
że nie musi, ona z przyjemnością się tym zajmie. Po tych słowach

Drugi. – No, już. – Trzeci dzwonek. – Dawaj!

wolniej... Narkotyk krążył we krwi. Powróciły modlitwy dzieciństwa, słowa, których nie
– Narobiłeś niezłego zamieszania – skomentował Bledsoe z krzywym uśmiechem, gdy
– Już to robią.
– Co? Oszalałeś! Puszczaj! – Szarpał się, ale Bentz trzymał mocno.
– Przed kimś, kogo znała przed tobą.
strzępka informacji na temat porywacza. Bentz czuł, jak jego życie się rozpada, jak wali się
być może spotykali się Jennifer i James. Niestety, księgi meldunkowe nie ujawnią, w którym
– Słuchaj, nie myśl, że się wymigasz – warknął Bentz. – Ze mną nie ma żartów.
dokuczało po niedawnym wypadku na motorze. Włączył komputer, zabębnił nerwowo palcami o poręcz fotela i wpatrywał się w zakurzony ekran, czekając, aż się rozjaśni. Przejrzał pliki. Czy to tylko jego wyobraźnia, czy wyczuł zapach jej perfum unoszący się w stęchłym powietrzu gabinetu? Pobożne życzenia. Zręcznie przebierał palcami po klawiaturze, przejrzał kartotekę pacjentów, zapoznając się pobieżnie z nerwicami, depresjami i psychozami ludzi, których nie znał. Nic nie zwróciło jego uwagi i nie natknął się na żaden szczególny przypadek. Spojrzał na zegarek. Był tu już prawie czterdzieści pięć minut, słyszał odgłosy kroków i przesuwanych mebli dobiegające z góry. Sprawdził, jeszcze raz, czy zaryglował drzwi, wolał mieć pewność, że nikt nie wejdzie tu przez pomyłkę. Podszedł do okna. Z drugiego piętra zobaczył uliczkę w dole i sąsiedni dom. Starsza kobieta w słomkowym kapeluszu i podomce podlewała geranium. Gdyby spojrzała w górę, zauważyłaby go, więc wolał się odsunąć; nie chciał się potem tłumaczyć. Jeszcze nie teraz. Najpierw musi uzyskać odpowiedzi na swoje pytania. Prawdopodobnie będzie musiał kłamać. A, niech tam! Adam wierzył, że kłamstwa mają różne odcienie. Są poważne kłamstwa i niewinne kłamstewka, i cały wachlarz odmian pomiędzy. Niektóre są ciężkie, kleiste, a inne lekkie jak mgiełka, ale o ile się orientował, nie ma dobrych kłamstw. A mimo to, gdy z nadspodziewaną wprawą otwierał zamek szafki, stwierdził, że czasami kłamstwa sanie do uniknięcia. Zamek szuflady otworzył się ze szczękiem. Jeśli kłamstwo było konieczne, aby dotrzeć do prawdy... to czy naprawdę było takie złe? „Nie ma niewinnych kłamstewek - pouczała go babcia. - Kłamstwo to kłamstwo, i jeśli nie możesz powiedzieć prawdy, to źle z tobą”. Patrzyła na niego nieugiętym wzrokiem jastrzębia, szukając w jego oczach błysku oszustwa, a on wytrzymywał jej spojrzenie bez zmieszania, choć oboje wiedzieli, że bezczelnie kłamie. Babcia Hunt była sprawiedliwa. Jeśli nie potrafiła udowodnić, że Adam kłamie, udawała, że mu wierzy. Zastanowił się, co by teraz pomyślała o swym jedynym wnuku. Otworzył górną szufladę z kartotekami i przerzucił karty palcami, wdychając suchy, stęchły zapach nieużywanych dokumentów. Przejrzał nazwiska pacjentów, zamknął szufladę i otworzył kolejną, w połowie wypełnioną papierami, które mogły mu pomóc w poszukiwaniach. Gruba kartoteka pełna zapisków i informacji. BANDEAUX, CAITLYN MONTGOMERY. Czemu nie odnalazł tych danych w komputerze? Szybko wrócił przed migający ekran i jeszcze raz przejrzał pliki, ale Caitlyn zdecydowanie tam nie było. Powtórzył poszukiwania i odnalazł kartoteki innych pacjentów, ale na temat Caitlyn Bandeaux nie znalazł ani słowa. W komputerze było niewiele plików, przeszukał nawet komputerowy kosz na śmieci, jednak nie wrzucono tam ostatnio nic, co dotyczyło Bandeaux. Jakby nigdy tu nie przychodziła. Ale gruba papierowa kartoteka, którą miał na kolanach, przeczyła temu. Poza tym Rebeka w rozmowie z nim wymieniła kiedyś nazwisko Montgomery.
bawełnę. – A chciałeś powiedzieć, że...
przeciągle.
bezcenny.
kontaktował.
Kolacja Bentza składała się z krakersów z serem z automatu i coli z maszyny stojącej w

©2019 www.caritas.na-reakcja.lapy.pl - Split Template by One Page Love